PO PREMIERZE: CZEGO UCZY LEKCJA SZALEŃSTWA?
Źródło: zabrzanie.pl
O banale, codzienności, zabrzańskim teatrze i butach w wyjątkowo typowym rozmiarze - czyli rozmowa z reżyserem – Waldemarem Śmigasiewiczem i żeńską częścią obsady „Lekcji szaleństwa” – Joanną Żółkowską i Pauliną Holtz.
Adam Barabasz, zabrzanie.pl: Skąd takie podejście do Ionesco?
Waldemar Śmigasiewicz: A jakie jest podejście?
A.B.: Mamy skondensowane dwa teksty, pewnego rodzaju dwa w jednym. Z jednej strony „Lekcja”, z drugiej „ Szaleństwo we dwoje”.
W.Ś.: Nie ma tu żadnego wytłumaczenia. To prasa dokłada ideologię. Wydawało mi się, że tak można, że tak trzeba.
A.B.: Ionesco jest ważny dla Polaków?
W. Ś.: Ionesco plus Gary plus Beckett to jest taka dawka ożywcza, która mówi o banalizacji życia, o tym, że trzeba uważać żeby nie wejść na minę, że jeśli nie ustanowimy czegoś, co jest bezinteresownością w naszym życiu, to my się rozbijemy o ten mały realizm.
A. B.: Łatwo się podchodzi no Ionesco?
Joanna Żółkowska: Bardzo trudno. On jest zbudowany niesłychanie muzycznie, czasami mieliśmy wrażenie, że on jest napisany jak piosenka. Dialogi są niezwykle rytmiczne, nie można opuścić żadnej nuty...To jest niezwykle technicznie trudne.
Paulina Holtz: To ogromne wyzwanie aktorskie. Duża rola, trudna rola, napisana na starszego mężczyznę, grana przeze mnie. Dzięki Waldkowi, naszemu reżyserowi, udało się nam to okiełznać.
A.B.: Czego uczy „Lekcja szaleństwa”?
P. H.: Mnie nauczyła pokory.
J. Ż.: Hmmm.... Że może warto tak czasami się oddalić, zobaczyć jakie to dziwne mechanizmy tym rządzą. Tak naprawdę to pod tym śmiechem, który wybuchał tu od czasu do czasu jest strasznie dużo smutku. Ten tekst cały czas mówi o nicości, tam cały czas jest śmierć, odchodzenie. Mówi, że wszystko nie ma sensu, jest absurdalne. Wydaje mi się, że dobrze czasami zdać sobie z tego sprawę.
A.B.: To smutne, że tak naprawdę śmiejemy się z siebie?
J. Ż.: Nie. To bardzo dobrze, że umiemy się śmiać, bo to oznacza, że coś rozumiemy, że mamy dystans, że nasze życie może wyglądać trochę inaczej – jeżeli je bardziej zrozumiemy.
A.B.: Stolica zawitała na Śląsk. Pani Paulino, jak Pani się tutaj czuje?
P.H.: Zadawano nam pytanie „dlaczego Zabrze?”, tak jakby Zabrze było jakimś gorszym miejscem. Tak nie jest. Macie piękny teatr, cudowną obsługę. Są teatry w Warszawie, które są gorzej wyposażone i gdzie pracują ludzie, którzy się na niczym nie znają. Zostałyśmy tu zaproszone, bardzo dobrze potraktowane i udało się dać premierę przed świetną publicznością. Okazało się, że w pobliskim centrum handlowym mogę zrobić wszystkie zakupy, na które nie miałam czasu, albo nie mogłam znaleźć takich przedmiotów w Warszawie. A tutaj kupiłam w moim rozmiarze buty, których nie mogłam znaleźć od dwóch miesięcy.
A.B.: To co to za rozmiar?
P.H: Normalny właśnie dlatego, że ten najbardziej popularny.
A.B.: A jak podoba się miasto Joannie Żółkowskiej?
J. Ż.: Niestety nie widziałam Zabrza. Przyjechałam tu i od rana do wieczora spędzałam czas na scenie, tak więc kiedy indziej, kiedy przyjedziemy z kolejnymi spektaklami będę miała czas obejrzeć miasto.
A.B.: Dziękuję za rozmowę.
Rozmawiał: Adam Barabasz, zdjęcia: Klaudia Zawada - galeria poniżej
PRZECZYTAJ: Lekcja szaleństwa-z życia wzięta





